Podobno wodzirej jest jak dobry alkohol. Pozbawia wstydu i rozgrzewa do zabawy. Taka jest Anna Marut – Wodzirejka Roku 2017.

Wyobraźcie sobie, że słyszycie paso doble. Znacie to. Od razu kojarzy wam się z corridą. Walką toreadora z bykiem, w rytmie 2/4, wybijanym przez kastaniety. W tym wypadku rolę toreadora gra kobieta, a byka mężczyzna. Kobiety dostają czerwone chusty i zabawa się zaczyna. Muzyka leci, pary walczą na parkiecie, wybijając rytm stopami, a wśród nich ona – Anna Marut. Najlepsza wodzirejka w Polsce. Paso doble i zabawa, którą stworzyła w rytm tej muzyki, dało jej wygraną w konkursie Wodzirej Roku, organizowanym w Warszawie przez Ogólnopolskie Stowarzyszenie Wodzirejów. To tu oraz w Katolickim Ośrodku ks. Blachnickiego uczyła się sztuki wodzirejskiej, od 2011 roku.

Oczywiście nie tylko zabawa zdecydowała o nagrodzie. Jury i publiczności spodobała się też odpowiedź Anki na pytanie – co ją satysfakcjonuje w pracy.

Energetyczna petarda

No więc, co ją w pracy satysfakcjonuje?

– Radość ludzi. To, że swoimi działaniami potrafię w nich obudzić chęć do zabawy, wyzwolić dobre emocje i pozytywną energię, która wraca później do mnie jak bumerang i ładuje moje akumulatory – mówi śmiejąc się i gestykulując, przy okazji wyrzucając łyżeczkę z kubka z kawą. Bo Ania właśnie taka jest, jak mówi o swojej pracy na parkiecie, gestykuluje na wszystkie strony. Gdyby mogła, wstałaby i pokazała, jak zaprasza do zabawy, jak porusza się po scenie. I wszystko to z taką energią i radością, jakby zamiast rąk miała skrzydła.

– Praca mnie uskrzydla, poważnie – mówi. – Zaczęło się w 2010 roku, ktoś zauważył, jak przygotowuję dzieci do występów, że są takie odważne na scenie, nie boją się wyjść do ludzi, uśmiechnąć, są swobodne, otwarte – wylicza. – Spodobała się też moja postawa wobec nich, radość, jaka towarzyszyła mi podczas pracy z nimi. Zaproponowano mi poprowadzenie takiej małej lokalnej imprezy. Na początku trochę stresu, ale potraktowałam to jako nowe, ciekawe wyzwanie. Poszło całkiem nieźle. I już w mojej głowie zaczęły pojawiać się pewne myśli. W tym samym jeszcze roku miałam przyjemność gościć na weselu prowadzonym przez wodzireja. I tu dostałam olśnienia. To coś dla mnie. Mam predyspozycje, pewne umiejętności, odpowiednie cechy charakteru… muszę tylko znaleźć ludzi podobnych do mnie – mówi.

Reżyser zabawy

W internecie znalazła warsztaty wodzirejów wesel i zabaw w katolickim ośrodku, które przygotowują „reżyserów zabawy” do pracy na imprezach bez alkoholu. Na nich mocne trunki i szum w głowie zastępują właśnie wodzireje.

W sumie, po co są potrzebni na imprezie? – Zatrudniają nas ludzie, którzy organizują bardzo ważne dla nich, wyjątkowe wydarzenie. Którzy potrzebują kogoś, kto swoją osobowością poprowadzi wszystkich uczestników w świat muzyki, rytmu i szampańskiego luzu. Zadba o niezwykłą atmosferę. Sprawi, że ludzie wrócą do domu z bólem nóg – od tańczenia oczywiście, zrelaksowani, szczęśliwi i pełni dobrych wspomnień. Sukcesem dla wodzireja jest moment, kiedy po evencie organizatorzy, gospodarze podchodzą i mówią, że ludzie mało pili, bo cały czas coś się działo, cały czas byli z wodzirejem – „jak Pani to robi?” I zwykle uśmiechają się od ucha do ucha. Zatrudniają nas ludzie, którzy lubią się dobrze bawić i niekoniecznie po spożyciu alkoholu. Prowadzę wiele imprez, gdzie ludzie przychodzą po prostu się pobawić, potańczyć, spotkań bezalkoholowych. Jest świetnie. Mam ręce pełne roboty. To coś, co wodzireje lubią najbardziej – mówi.

Polacy, nie wiadomo dlaczego, do zabawy potrzebują alkoholu. Bo wtedy wstyd szybciej znika i łatwiej wyjść na parkiet, żeby się pobawić. – Wydaje mi się, że nas Polaków krępuje to, że nie znamy ludzi, z którymi się bawimy, nie mamy takiej swobody w nawiązywaniu kontaktu i relacji – diagnozuje Anna Marut. I tu pojawia się pole do działania dla wodzireja.

Haczyk psychologiczny

Do tego, żeby wyciągnąć ludzi na parkiet i rozbawić, służą różne triki. To oczywiście „tajemnica zawodowa”, ale jest kilka takich, które zawsze się sprawdzają. – Najważniejsza dla wodzireja jest umiejętność tworzenia takich sytuacji, by goście nie wiadomo kiedy i jak (szczególnie ci najbardziej oporni) znaleźli się w centrum zabawy i do tego świetnie się bawili. Można wykorzystać moc i energię, która już wytworzyła się wśród gości na parkiecie i wówczas wprowadzić animację taneczną czy taniec integracyjny. To zawsze się sprawdza – mówi.

Taniec integracyjny to taki, w którym goście mogą zatańczyć z innymi osobami, mogą się zapoznać. Inną formą są animacje taneczne liniowe. Wodzirej pokazuje proste elementy taneczne, stojąc twarzą do uczestników imprezy, i już za chwilę wszyscy razem tańczą i świetnie się bawią.

– Inne wodzirejskie sztuczki – mówi Ania – to znalezienie liderów imprezy, miłych i sympatycznych gości, z którymi wcześniej nawiązaliśmy ciepłe relacje i zaprosić ich do zabawy. A już oni sami zorganizują nam zespoły do quizu, drużyny do rywalizacji sportowej czy po prostu z nami zatańczą. Albo zapraszam wszystkich do wspólnego zdjęcia – wylicza pomysły. Na imprezach integracyjnych, gdzie ludzie już się znają z firmy, proponuje im takie zabawy, które wymagają współdziałania, nieco adrenaliny również.

Wszystko to jednak trzeba robić umiejętnie. Bo najgorsze, co może zrobić wodzirej, to przeszkadzać ludziom w zabawie, gdy się rozpędzą. On może ich popchnąć, ale nie może w pędzie radości hamować.

Wodzirej to nie tylko reżyser, to też psycholog. Musi ocenić, na co grupa, która przyszła na imprezę, mu pozwoli. – Są też tacy uczestnicy, którzy bez względu na to, co zrobimy, nie będą brali udział w zabawie, i o nich też trzeba pamiętać. Wodzirej dba też o ich emocje. Wówczas należy zastosować zabawę, która np. zaangażuje kilkanaście osób, a będzie tak skonstruowana, że dla reszty będzie wspaniałym widowiskiem. Są tacy, którzy wolą zabawę obserwować i to im daje radość – tłumaczy.

Jedyna taka na Podkarpaciu

Do każdej imprezy wodzirej musi się przygotować. W końcu dobra zabawa dla innych, to dla niego praca. – Spotykam się z organizatorami imprezy. Rozmawiam, jaka będzie tematyka, jacy ludzie przyjdą, ilu ich będzie. Jeśli to jest wesele, to staram się jak najwięcej dowiedzieć o młodych, gdzie się poznali, co lubią robić, żeby to były dla mnie punkty zaczepienia do zaproponowania zabawy. Jeśli to jest impreza firmowa, też chcę widzieć, czym firma się zajmuje, czy będzie jakiś motyw przewodni – tłumaczy. Anka tworzy taki „wywiad” lub wysyła formularz do uzupełnienia, który zawiera wiele niezbędnych do poprowadzenia imprezy informacji i planuje imprezę pod konkretne oczekiwania. Ale scenariusz swoją drogą, a rzeczywistość wymusza na wodzireju często zmianę planu. I na to też trzeba być gotowym.

Anka jest prawdopodobnie jedyną wodzirejką na Podkarpaciu. W Polsce kobiet, które zajmują się reżyserowaniem imprez, jest kilka, może kilkanaście. – W życiu wierzę, że chcieć to móc – mówi. – Bo nie sam cel się liczy, tylko droga, którą do niego idziesz. To ona uczy się wszystkiego, to na niej spotykasz ludzi, to ona daje ci możliwości – dodaje. Ma męża i czwórkę dzieci. Mieszka w Kolbuszowej.

Przepis na dobrą imprezę?

Najprostsze rozwiązanie to zatrudnić wodzireja. Jeśli jednak chcecie sami wziąć na barki rozkręcenie imprezy, pamiętajcie o trzech wskazówkach. Po pierwsze – muzyka, musi być zróżnicowana, żeby towarzystwo bawiło się wspólnie. To ona może też być tematem imprezy, np. lata 60. albo muzyka elektryczna. Co kto woli. Po drugie – światło. To ono i muzyka tworzą klimat imprezy. Po trzecie – temat. Warto pomyśleć o tym, czy ma to być np. bal przebierańców, bal maskowy? A może cofacie się właśnie do lat 60., czy wolicie bawić się w gry planszowe i to one będą tematem imprezy. Pomysłów jest mnóstwo. Jedno, czego nie może Wam na imprezie zabraknąć…, nie, to nie alkohol. Nie może Wam zabraknąć chęci do zabawy i luzu, bo to przecież zabawa.

Marlena Bogdan m.bogdan@nowiny24.pl 
Nowiny24.pl