Standardowym tekstem, którym żegnali nas nasi goście weselni, było – “Super wesele. I fantastyczny wodzirej”.

Powiedział nam o sobie “ja po prostu uwielbiam tę pracę” – to widać. Karpik ma w sobie genialną proporcję spokoju i twórczej inwencji. Było bez “gorzko, gorzko” – choć z dobrym winem – bez przekładania banana przez nogawkę i przymusowych karniaków.

Za to z latającą płachtą, po której można chodzić, absolutnie bezpieczną bitwą na piłki, która zaangażowała 100% uczestników wesela i rock’n’rollem na siedząco, gdy goście nie mieli już siły tańczyć, ale wciąż bardzo chcieli się bawić.

My sami też bawiliśmy się świetnie. Wodzirej Karpik zdobył nasze zaufanie od pierwszego spotkania i na żadnym polu go nie zawiódł.