Na weselu będziecie mieć tyle na głowie, że naprawdę warto “oddać” komuś choćby najmniejszy kawałek. My tak zrobiliśmy z Karpikiem – całkowicie zaufaliśmy mu w kwestiach zabaw weselnych, pytań konkursowych, nawet ostatecznie doboru muzyki! Nie żałowaliśmy ani przez chwilę. Parkiet nawet przez moment nie był pusty, a kolejne nakrycia głowy Karpika nie przestawały robić wrażenia ;). Nie tylko goście bawili się świetnie, ale również my – szybko zapominając o stresie. Do dziś przy okazji dowiadujemy się jak bardzo się wszystkim podobało – od sceptycznej wcześniej babci (“No bo jak to tak – bez orkiestry?”) po znajomych, z których część już zapowiedziała, że również na swoich weselach zamiast zespołu chcą widzieć wodzireja.